Empatia i uczciwość w biznesie
- wywiad z Agnieszką Erlach, Prezes firmy Thermoplast
Sposób na udane życie to wolność wyboru i umiejętność łączenia kilku niezbędnych sfer: rodziny, przyjaciół, zainteresowań, pracy, pasji. Z Agnieszką Erlach, prezesem firmy Thermoplast oraz pomysłodawczynią suplementu diety Koenade, rozmawia Elżbieta Jeznach.
EJ: Jak to się stało, że związała się Pani z branżą tworzyw sztucznych?
AE: Skończyłam prawo, trafiłam do Ministerstwa Handlu Zagranicznego, zajmowałam się spółkami joint-venture. Niezbyt dobrze czułam się jako urzędnik i postanowiłam rozpocząć własną działalność. Zajęłam się doradztwem przy tworzeniu spółek joint-venture, a był to bardzo dobry czas dla inwestorów zagranicznych w Polsce. Tak poznałam mojego męża, któremu doradzałam przy założeniu Thermoplastu. A potem coraz bardziej wciągałam się w pracę w firmie i w końcu musiałam dokonać wyboru między byciem prawnikiem a zajmowaniem się biznesem.
Mój mąż jest cudzoziemcem, więc mogłam nauczyć się przy nim myślenia kapitalistycznego. Przez całe lata 90. Thermoplast był wiodącą firmą, jeśli chodzi o okna, wprowadził do Polski standardy okien z tworzyw sztucznych; do dziś studenci uczą się na przykładzie Thermoplastu, jak wprowadzić markę na rynek.
EJ: Na jakiś czas odeszła Pani z Thermoplastu...
AE: Odeszłam z firmy, kiedy urodziłam syna. Wcześniej myślałam, że można jednocześnie zajmować się dzieckiem i robić karierę – pogo- dzenie tego jest jednak bardzo trudne. Wychowanie syna to najbardziej odpowiedzial- na praca, jakiej kiedykolwiek w życiu się podjęłam, choć przyznam się, że początkowo nie wyobrażałam sobie życia bez pracy, bez robienia kariery.
Ten wybór nie oznaczał jednak zamknięcia się w domu. Mimo że absolutnym priorytetem było dziecko, robiłam też inne rzeczy. Skończyłam Executive MBA na UW i University of Chicago, socjologię – rozpoczęłam pisanie doktoratu, Szkołę Trenerów NVC i kilkanaście innych kursów rozwoju osobistego.
Opieka nad dzieckiem i czas poświęcony mu obecnie procentuje; syn właśnie dostał się do szkoły średniej w Wielkiej Brytanii – jednej z 10 najlepszych w Europie. A co do powrotu do pracy, to cztery lata temu rozpoczęłam działania nad opracowaniem i wprowadzeniem na rynek suplementu diety zawierającego koenzym NADH, nieznanego dotąd na polskim rynku. Wprowadziłam go pod nazwą Koenade. Równocześnie od ponad roku zarządzam Thermoplastem.
EJ: Thermoplast wciąż utrzymuje się w czołówce firm produkujących okna w Polsce...
AE: Thermoplast jest bardzo znaną marką, ale przez ostatnie lata firma przestała zajmować się głównie oknami, gdyż działalność poszła w kierunku profili z tworzyw sztucznych. Produkujemy np. ekrany akustyczne, profile techniczne PVC – chłodnicze, oświetleniowe. Współpracujemy też z przemysłem meblowym, np. z Ikeą.
EJ: Czy w biznesie w różny sposób traktuje Pani mężczyzn i kobiety?
AE: W biznesie nie dzielę ludzi ze względu na płeć, ale pewnych różnic oczywiście nie da się pominąć. Mężczyźni lubią konkretne decyzje, hierarchię – kobiety stawiają bardziej na relacje emocjonalne. Umiejętność wykorzystania obu tych pierwiastków gwarantuje prawidłowe zarządzanie pracownikami. Jestem trenerką NVC (Nonviolent Communication, czyli porozumienia poprzez empatię i zrozumienie potrzeb innych), co niezwykle pomaga mi w zarządzaniu firmą. Nie krytykuję ludzi, zajmuję się daną sprawą, a nie tym, jaki kto jest. Oddzielenie zachowania ludzi od ich oceny jako poszczególnych osób to dla mnie podstawa. Praca z kimś oznacza dla mnie zajmowanie się jedynie skutkami działania tej osoby. A to, czy ją lubię, czy nie, i jak ją oceniam moralnie, w żaden sposób nie mieści się dla mnie w ramach umowy o pracę. Oczywiście, że lepiej pracuje mi się z kimś, kogo lubię, ale nie jest to konieczne. Doceniam umiejętności nawet najbardziej niesympatycznej osoby. Nieraz zdarzało mi się zwalniać pracowników, których szczerze lubiłam, ale którzy nie sprawdzili się w pracy. Takie życie...
EJ: Wspominała Pani, że zajęła się produkcją suplementu diety Koenade. Co było impulsem?
AE: Zaczęło się nietypowo, bo od choroby mojego męża. Na szczęście mąż uporał się z nią, ale był bardzo osłabiony, nie miał energii do działania. Próbowaliśmy różnych metod, aż w końcu od pewnego profesora w Austrii otrzymaliśmy środek, w którym znajdowała się substancja NADH. Jest to naturalnie występująca w organizmie substancja biorąca bezpośredni udział w wytwarzaniu energii w komórkach. Komórki odżywiają się energią, a nie chlebem czy schabowym. Każda z nich ma własne centrum produkcji energii – są to mitochondria. W bardzo dużym uproszczeniu można powiedzieć, że proces produkcji energii nie może się rozpocząć bez NADH. To taka podpałka dla pieca naładowanego węglem. Stąd natychmiast zauważalnym efektem łyknięcia NADH jest szybki przypływ energii życiowej!
EJ: Na czym polega unikatowość suplementów diety Koenade?
AE: Koenade natychmiast usuwa zmęczenie! Przywraca wysoki poziom witalności. Błyskawicznie poprawia koncentrację (jest świetny w trakcie nauki i przy ważnych spotkaniach, podczas których trzeba być skoncentrowanym), a także pomaga walczyć ze stresem, gdyż kilkukrotnie przyspiesza produkcję dopaminy i serotoniny, tzw. hormonów szczęścia. Nie ma żadnych skutków ubocznych, nie uzależnia ani nie wchodzi w jakiekolwiek interakcje z innymi lekami. Można go stosować, przestać i znowu zacząć zażywać. Ma także mnóstwo innych zastosowań, ale aż boję się o nich mówić, gdyż panuje powszechne przekonanie, że jeśli coś działa na wielu polach, to nie działa w ogóle. A to nieprawda! NADH, substancja czynna w Koenade, jest takim środkiem i dlatego mnie fascynuje. Kilka przykładów? Dwukrotnie spowalnia starzenie się komórek serca, jest najsilniejszym dostęp- nym na rynku antyoksydantem, działa na chorobę Parkinsona (stosował to papież), naprawia DNA komórek, ma świetnie działanie osłonowe przy chemioterapiach.
EJ: W jaki sposób można nabyć Koenade? AE: Na stronie www.koenade.eu. EJ: Czy myślała Pani o innych sposobach dystrybucji Koenade niż Internet?
AE: Tak, o aptekach, ale wymaga to współpracy z lekarzami lub bardzo dużych środków na kampanię reklamową, których nie mam. Natomiast lekarze wierzą bardziej w lekarstwa niż w suplementy. W zasadzie nie ma co liczyć na współpracę z nimi, gdy Koenade nie posiada statusu leku. A tu też potrzebne są olbrzymie pieniądze na badania. I bardzo, bardzo długi proces rejestracji.
EJ: Kilka minut temu wzięłam jedną tabletkę Koenade i muszę przyznać, że czuję się, jakby ktoś wpompował mi trochę energii.
AE: Bo Koenade rzeczywiście działa i do tego nie powoduje żadnych skutków ubocznych. Ja sama nie wyobrażam sobie życia bez tego suplementu. Poza tym działa on odmładzająco. Wiem, co mówię, bo nikt nigdy nie dał mi tylu lat, ile faktycznie mam.
EJ: Rewelacyjny suplement diety, dobrze prosperująca firma Thermoplast... Czy nie spotkała się Pani z przejawami zazdrości ze strony otoczenia?
AE: Z boku to wszystko wygląda pięknie, ale większość nie zdaje sobie sprawy z ogromu pracy, jaką trzeba włożyć, aby osiągnąć w życiu sukces. Ile kosztuje to stresu i ile determinacji oraz umiejętności podnoszenia się po porażkach. Ja sama mam wrażenie, że więcej było w moim życiu porażek niż sukcesów. Albo może porażki bolą dotkliwiej i dlatego tak je pamiętam? Oczywiście, że spotkałam się z przejawami zazdrości. Polacy nie cieszą się sukcesem innych. Często mnie krytykowano, żartowano „życzliwie”, okradano, porwano nawet moją mamę. Jakiś horror. Ale też dorobiłam się w życiu fantastycznej przyjaciółki, sporej grupy życzliwych mi ludzi. Jest w tym równowaga – jak to w życiu.
EJ: Interesuje się też Pani polityką...
AE: Bardzo. Chcę wiedzieć, dlaczego społeczeństwo funkcjonuje tak, a nie inaczej, i co robią rządzący. Chcę wiedzieć, czy to mi się podoba, czy nie, i głosować na takich ludzi, którzy poprowadzą świat w kierunku, który mi odpowiada.
EJ: Co zmieniłaby Pani w Polsce?
AE: Sposób myślenia. Jestem zwolenniczką wolności i odpowiedzialności za własne życie. Nie podoba mi się, gdy państwo chce w moim imieniu decydować o różnych sprawach. Mam własny rozum. Ostatnio była mowa o emeryturach. Chciałabym tak zmieniać społeczeństwo, by ludzie sami wiedzieli, że wcześniej trzeba zadbać o to, by na starość mieć odłożone pieniądze. Moim zdaniem im więcej państwa w gospodarce, tym gorzej. Nie wierzę, że państwo jest dobrym właścicielem. Powinno jedynie regulować zasady i dbać o te dziedziny, w których na pewno jest niezastąpione, jak bezpieczeństwo, sądy. Co do opieki zdrowotnej czy szkolnictwa nie jestem już taka pewna. Wystarczy, jeśli pieniądze, które płacimy w formie podatków, będą szły za osobą i to ona wybierze sobie – na przykład wśród szkół – taką placówkę, która najbardziej jej odpowiada.
EJ: Kto jest dla Pani autorytetem?
AE: Nie mam autorytetów. Czytam, co inni mają do powiedzenia, ale sama wyciągam wnioski. Mam własny system wartości i myślenia o życiu i świecie.
EJ: Jaki jest Pani stosunek do pieniędzy?
AE: Lubię pieniądze, a dokładnie możliwości, jakie dają! Najważniejsza z nich to wolność wyboru. Moja przyjaciółka śmieje się ze mnie, gdy mówię, że wolę płakać w Rolls-Roysie niż w autobusie. Zdecydowanie wolę być piękna, młoda i bogata!
EJ: Często Pani podróżuje?
AE: Tak. Bardzo lubię Austrię. To piękny, bezpieczny i czysty kraj. Wielkie, głębokie, ciepłe jeziora, dookoła wysokie góry. Poza tym często wybieram jakieś miasto w świecie do zwiedzania w czasie weekendu. Przepadam za tym! Mam wszystko zorganizowane: przewodników, wejścia do muzeów, restauracje z miejscowym jedzeniem. Weekendowe wyjazdy z mężem i synem sprawiają mi wielką przyjemność. Zabawne, że zaczęłam to robić na prośbę mojego syna, który nic nie pamiętał z miejsc, w których był jako dziecko. Jak widać, warto słuchać własnych dzieci! Bardzo podoba mi się też Afryka, lubię Włochy, ale podróżować lubię krótko, maksymalnie dwa tygodnie.
EJ: Czy podglądanie tego, co jest za granicą, przekłada się też na sferę biznesową?
AE: Nie łączę biznesu z życiem prywatnym. Rozdzielam wyjazdy służbowe od wypoczynkowych z rodziną czy przyjaciółmi. Uważam, że należy stać na kilku nogach. Jak jedna się złamie, pozostają inne i wtedy możemy utrzymać równowagę. Praca, rodzina, zainteresowania, przyjaciele... Każda z tych sfer musi mieć swoje indywidualne miejsce.
EJ: Jakie kolory tworzą Pani wnętrze?
AE: Mój dom był i jest bardzo kolorowy. Mam mnóstwo obrazów, głównie współczesnych malarzy, a duże przeszklone powierzchnie ścian pozwalają, aby zieleń i natura była dodatkowym wyposażeniem domu. Wierzę, że każdy z nas ma własną aurę. Może to osobliwe, ale mnie pomaga to w życiu. Chciałabym, aby moim kolorem aury był biały, ale chyba daleko mi jeszcze do tego.
EJ: Jaka jest wizja rozwoju Pani przedsięwzięć biznesowych?
AE: Pragnę doprowadzić do tego – choć nie wiem, kiedy to się stanie – żeby napój Koenade stał się równie popularny jak Coca-Cola. Z tą różnicą, że będzie zdrowy i będzie w bezpieczny sposób dodawał energii, usuwał zmęczenie, pomagał w koncentracji. Jeśli chodzi o firmę Thermoplast, zamierzam w ciągu czterech lat wprowadzić ją na giełdę.







